Małe rzeczy, ale cieszą

Autor: Bartłomiej Wójcik Dodano: 08.01.2022 21:46 / Ostatnia aktualizacja: 08.01.2022 21:46

Co zrobić, aby być w życiu szczęśliwym? Podobno przepis jest bardzo prosty i polega jedynie na tym, aby umieć cieszyć się z małych rzeczy. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić, czy taki sposób działa, można zacząć od dwóch ostatnich meczów Chelsea FC.

 

W tym tygodniu The Blues wygrali dwa mecze z rzędu. Być może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na taką sekwencję zdarzeń trzeba było czekać... półtora miesiąca! Poprzedni "dublet" to były spotkania z Leicester w Premier League i z Juventusem w Lidze Mistrzów. Kaliber rozgrywek i przeciwników zupełnie inny, ale i tak jakoś człowiekowi lżej na duszy po dwóch zwycięstwach. Bardzo to miła odmiana po tych wszystkich remisach, które ocierały się o upokorzenia.

 

Pozytywne odczucia wiążą się szczególnie z meczem w Carabao Cup. Wszyscy wiedzą, że prestiż tych rozgrywek jest sprawą dyskusyjną, ale zwycięstwo nad Tottenhamem zawsze smakuje dobrze. W tym właśnie spotkaniu chwilami można było zobaczyć oznaki (nie)dawnej potęgi Chelsea. Był mocny pressing, była dominacja nad rywalem, była płynna współpraca pomiędzy formacjami, przy braku zagrożenia pod własną bramką. Choć zdarzyła się kolejna kontuzja, to na całe szczęście tym razem uraz Kaia Havertza nie był poważny. Można żałować, że mecz zakończył się jedynie dwubramkowym prowadzeniem, ale taki wynik i tak jest niezłą zaliczką przed rewanżem.

 

Wiadomym było, że start rozgrywek FA Cup będzie raczej formalnością, choć w meczu z Chesterfield FC również można wyłuskać parę małych powodów do radości. Ostatecznie to obydwaj napastnicy zdobyli po bramce. Piękne trafienie zanotował też Callum Hudson-Odoi. Swoją drogą, gdyby nie cały ten bałagan związany z medialnymi występami Romelu Lukaku, moglibyśmy mówić o całkiem niezłej serii Belga. Ostatecznie to od wyleczenia "wirusa celebryty" Lukaku zagrał 4 mecze i zdobył w nich 3 bramki. Zarówno w meczach z Aston Villą jak i z Brighton napastnik Chelsea wyglądał dobrze, w Carabao Cup ewidentnie czegoś brakowało, ale w starciu FA Cup "Big Rom" znów spisał się całkiem nieźle... Mleko się rozlało, ale ciężko powstrzymać się przed retorycznym pytaniem: Romelu, po co Ci to było?

 

Najciekawszym wydarzeniem ostatniego meczu jest jednak dobra postawa kolejnego młodzieńca made in Cobham. Lewis Hall, bo oczywiście o nim mowa, nie zagrał meczu idealnego. Parę razy pokusił się o nieco zbyt ryzykowne zachowania, ale w ogólnym rozrachunku występ 17-letniego piłkarza trzeba zapisać jak najbardziej na plus. Hall po prostu podołał wyzwaniu. Często był przy piłce i wiedział co z nią robić. Asysta przy bramce Lukaku to była swoista wisienka na torcie tego występu. Z pewnością warto obserwować tego zawodnika i miejmy nadzieję, że jeszcze zobaczymy go w akcji podczas obecnej kampanii.

 

Szkoda wielka, że oprócz rewelacji, trzeba odnotować także rozczarowania. Od zawodników takich jak Hakim Ziyech czy Christian Pulisic można, a raczej wręcz należy wymagać więcej. Wyżej wspomniany duet tylko w nieznacznym stopniu ratuje współudział przy ostatniej bramce dla Chelsea. Najbardziej zawiódł jednak Ross Barkley. Osobiście odnoszę wrażenie, że ten mecz był swoistym podsumowaniem jego kariery na Stamford Bridge. Jeśli były gracz Evertonu notował złe zagrania i nie miał pomysłu na rozegranie piłki w meczu z takim rywalem jak Chesterfield, to ciężko wiązać z nim jakiekolwiek nadzieje. Poczynania Barkleya były tym bardziej groteskowe, że w wielu sytuacjach okoliczności mocno mu sprzyjały i wystarczyło tylko celnie dograć w tempo, aby otworzyć kolegom drogę do bramki. Nie będzie najmniejszym zaskoczeniem, jeśli ten właśnie zawodnik jako pierwszy opuści Chelsea w trwającym właśnie okienku transferowym.

 

A propos transferów, to najważniejsze pytanie brzmi: Emerson czy Lucas Digne? A może czeka nas pozyskanie zupełnie innego zawodnika? Niezależnie od tego, jakiej odpowiedzi udzieli ostatecznie zarząd Chelsea, to jakakolwiek odpowiedź będzie lepsza niż żadna. Lewy obrońca jest potrzebny niczym tlen do życia, bo sam Marcos Alonso to zdecydowanie zbyt mało, choćby biorąc pod uwagę jedynie względy ilościowe. Choć rozsądniejszym wyjściem wydaje się być skrócenie wypożyczenia Emersona, to jednak nie wiadomo, czy w ogóle będzie to możliwe. Lucas Digne to z kolei kawał piłkarza, tyle że przez ponad miesiąc znajdował się raczej poza kadrą Evertonu, więc z jego formą może być różnie. Inna sprawa, że cały czas mówi się tylko o wzmocnieniu lewej strony, a na prawej flance wesoło też nie jest. Oczywiście uraz Reece'a Jamesa to coś zupełnie innego niż przypadek Bena Chilwella. Szkopuł w tym, że o ile Chilwella nominalnie może zastąpić Alonso, o tyle James nie ma typowego zmiennika. Cesar Azpilicueta wraz z upływem lat mocno stracił na uniwersalności, a wystawianie na prawym wahadle (lub co gorsza, prawej obronie) Calluma Hudson-Odoia czy Christiana Pulisica jest trochę jak jazda zimą na letnich oponach. To może się udać, ale lepiej nie próbować. Tak czy inaczej, lady Granowskaja, do roboty!

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close