Kenedy: Przeżywam wspaniały okres, chcemy walczyć o zwycięstwo z United

Autor: Mariusz Lentowicz Dodano: 08.04.2021 14:29 / Ostatnia aktualizacja: 08.04.2021 14:29

Przebywający na wypożyczeniu w Granadzie Brazylijczyk Kenedy, z ekscytacją oczekuje zbliżającego się spotkania z Manchesterem United w Lidze Europy. Dla Hiszpańskiej drużyny nadchodzący mecz jest prawdopodobnie najważniejszym w obecnym sezonie, gdyż nikt nie spodziewał się, że zajdą aż tak daleko w europejskich pucharach i stanął przed szansą awansu do półfinału Ligi Europy.

 

W czwartek Granada będzie gościć na swoim stadionie ekipę z Manchesteru. Już to wydarzenie, samo w sobie świadczy o wspaniałym okresie dla klubu z Andaluzji, który jeszcze w 2006 roku walczył o utrzymanie w czwartej lidze hiszpańskiej, a dziś mierzy się z takimi drużynami jak PSV, czy Napoli i są w stanie wychodzić zwycięsko z takich spotkań.

 

Kenedy przeszedł do Granady na zasadzie wypożyczenia latem ubiegłego roku i wydaje się, że bardzo docenia czas spędzony w klubie i można powiedzieć, że przeżywa on mały renesans swojej formy. Łatwo odnieść wrażenie, że końcu potrafił wydobyć swój potencjał, który dostrzegła Chelsea sprowadzając go do klubu jeszcze zanim ukończył on 20 lat. Gra regularnie, nadaje Granadzie tempo i wygląda na bardziej skupionego i dojrzałego piłkarza. Jest też szczęśliwszy.

 

­– Gramy na najwyższym poziomie. Pokonaliśmy już kilka wielkich drużyn i chcemy dalej pisać nowe rozdziały w tej historii. Jestem teraz bardziej zrelaksowany. Mój pobyt w Europie był dla mnie prawdziwą nauką. Były dobre momenty, ale przeszedłem też kilka ciężkich chwil. Nie zawsze wszystko układało się tak, jak tego oczekiwałem. W życiu są wzloty i upadki, a ja doświadczyłem obu. Ale teraz jestem bardzo szczęśliwy. Jestem w dobrym miejscu pod względem psychicznym. Czuję, że na nowo odkryłem starego Kenedy'ego, tego z czasów gry we Fluminense.

 

Kenedy jeszcze w Brazylii zazwyczaj występował na pozycji skrzydłowego, a czasem drugiego napastnika. Przełom w jego karierze nastąpił we Fluminense, w którym grał wraz z napastnikiem Fredem. W tamtych czasach jego innym kolegą z drużyny był Deco, grający niegdyś w Chelsea.

 

­– Oni byli dla mnie punktami odniesienia. Granie z tymi chłopakami było dla mnie jak sen ­– mówił brazylijski skrzydłowy.

 

Angielski futbol stanowił spory krok w przód, a początkowe sygnały były dobre. Kenedy złapał kontakt z Jose Mourinho i w swoim debiutanckim sezonie wystąpił w 20 meczach, imponując dynamiką na lewej flance.

 

­– Dla 19-letniego dzieciaka, pochodzącego z Brazylii, to było duża szansa. Wielu młodych graczy, którzy trafiają do Chelsea, od razu odchodzi na wypożyczenie. Ja miałem szczęście, że zostałem i grałem. Czułem się zaszczycony. Moje relacje z Mourinho zawsze były świetne. Zawsze poświęcał czas na rozmowę ze mną na treningu, mówiąc mi, co muszę zrobić, by się poprawić. Był dla mnie prawdziwym nauczycielem.

 

Tamta pierwsza kampania Brazylijskiego skrzydłowego nie obyła się bez nowych wyzwań. Kenedy był przyzwyczajony do gry ze swobodą w ofensywie, bez obciążenia obowiązkami defensywnymi. Jego tempo i odwaga były jego największymi atutami. Pod rządami Mourinho został przestawiony na pozycje bocznego obrońcy.

 

­– Zawsze byłem napastnikiem. To właśnie na tych pozycjach grałem we wszystkich moich drużynach młodzieżowych, a także dla Fluminense. To się zmieniło, kiedy przeszedłem do Chelsea i musiałem się dostosować. Wciąż byłem dzieciakiem i chciałem grać, niezależnie od pozycji. To nie było łatwe, ale to była dobra lekcja. Z czasem dałem radę dostosować się do nowej sytuacji. Wszystko się zmieniło, gdy zmienił się menedżer. Nie wiem dlaczego, ale nie miałem już tych samych możliwości. Byłem sfrustrowany, ponieważ nie grałem.

 

To właśnie odejście Jose Mourinho w trakcie sezonu 2015/2016 spowodowało zmianę hierarchii piłkarzy w drużynie, na której stracił Kenedy. Co prawda do końca sezonu dostał jeszcze kilka szans, ale jego czas na boisku był mocno ograniczony. 25-latek wciąż jest zawodnikiem Chelsea, ale od czasu debiutanckiego sezonu pod wodzą Mourinho, pięć lat temu, wystąpił tylko w jednym spotkaniu Premier League.

 

Jeden niesławny incydent na pewno nie pomógł w jego karierze. Kenedy został wysłany do domu wcześniej z przedsezonowego tournee Chelsea po Azji w 2017 roku po tym, jak jego posty w mediach społecznościowych zostały uznane przez klub za „obraźliwe i raniące uczucia ludzi w Chinach”.

 

Kenedy'emu należy się tutaj być może odrobina współczucia. Pojawiły się dwa posty na Snapchacie: zdjęcie i wideo. Zdjęcie przedstawiało chińskiego ochroniarza śpiącego na stanowisku pracy. Podpis towarzyszący zdjęciu brzmiał: "Acorda China. Vacilao", co tłumaczy się jako: „Obudź się Chinczyku. Luzik". Z kolei na nagraniu widać było Kenedy'ego siedzącego w hotelu z innym graczem Chelsea. Kenedy zawołał do chińskiego tłumacza: „Przywitaj się ze mną, Chinczyku". Kiedy tłumacz nie odpowiedział, Kenedy zarapował zwrotkę brazylijskiej piosenki, w której występuje postać o imieniu „China”.

 

Największą uwagę przykuł podpis, który towarzyszył filmowi, który brzmiał: "Porra, China". Była to reakcja na fakt, że tłumaczka nie chciała wziąć udziału w nagraniu. W części brytyjskiej prasy zostało to przetłumaczone, jako „Piep**yć Chiny". Ale każdy, kto ma choćby pobieżną znajomość języka brazylijskiego, mógł podać bardziej przystępną wersję. "Cholerne piekło, Chiny" lub nawet "Cholera, Chiny" są o wiele bardziej trafnymi tłumaczeniami.

 

To, oczywiście, delikatny temat, ale warto go wyjaśnić. Niektórzy Brazylijczycy, a w rzeczywistości wielu mieszkańców Ameryki Południowej, szybko i swobodnie posługują się epitetami rasowymi. Nie jest niczym niezwykłym, że wysoki blondyn ma przezwisko "Alemao" (Niemiec) lub "Russo" (Rosjanin), a osoba pochodzenia azjatyckiego ma przezwisko "China" lub "Japa". Taka jest rzeczywistość, w której dorasta wielu Brazylijczyków. Większość z nich nie uważa tego za problematyczne.

 

Więc tak, Kenedy był winny tego, że myślał, iż "China" jest dopuszczalnym przezwiskiem dla każdego Chińczyka. Był naiwny, nie zdając sobie sprawy, że normy obowiązujące w Brazylii nie są uniwersalne. Jednak jego celem nie było obrażenie ludności chińskiej, czy całego kraju

 

­– Nie było w tym nic złośliwego – mówi Brazylijczyk ­– Nie miałem pojęcia, że ludzie przetłumaczą to jako „Piep**yć Chiny”. Nie miałem powodu, by się tego spodziewać. Zrozumiałem to dopiero następnego ranka, kiedy obudziłem się i zobaczyłem te wszystkie wiadomości, które otrzymywałem od ludzi. Próbowałem wyjaśnić, że nie miałem złych intencji. To nie był paskudny post. Uśmiechałem się na filmie. Gdybym źle wyrażał się o innych ludziach, dlaczego miałbym się uśmiechać? Byłem naprawdę zdenerwowany, bo to było nieporozumienie.

 

­– Spodziewałem się dużo większej pomocy od wielu ludzi. Nie miałem nikogo. Byłem zupełnie sam. Czułem się naprawdę smutny. Potrzebowałem pomocy, a nikt się za mną nie wstawił. Byłem zupełnie sam i musiałem sobie radzić sam.

 

W obliczu tak negatywnej reakcji - zarówno w chińskich mediach, jak i w Anglii - decyzja Chelsea o wycofaniu go ze składu była prawdopodobnie nieunikniona. Przeniesienie się na wypożyczenie do Newcastle United w styczniu 2018 roku dało szansę na ponowne skupienie się na futbolu. Gdy skrzydłowy The Blues dołączył do ekipy Srok, ci znajdowali się w strefie spadkowej. Kiedy dołączył Kenedy, zespół odwrócił swoją sytuację i rozegrał świetną drugą połowę sezonu wygrywając sześć, z ostatnich 12 meczów ligowych, aby zakończyć sezon na 10. miejscu. Brazylijczyk stał się natychmiastowym ulubieńcem kibiców, a sympatia była obustronna.

 

­– Czułem się tam jak w domu – wspomina skrzydłowy ­– Wciąż pamiętam mój pierwszy mecz na St. James' Park. To było spektakularne. Tylko zremisowaliśmy, ale to był wspaniały mecz. Mogłem poczuć ciepło kibiców na stadionie. Mój przyjaciel oglądał mecz z trybun, a kiedy rozmawiałem z nim po meczu powiedział, że czuł to samo. Te pierwsze kilka miesięcy było wspaniałe. To była genialna końcówka sezonu. Kibice Newcastle są niesamowici, tacy fanatyczni. Jestem szczęśliwy, że mogłem tego doświadczyć. To było najlepsze.

 

Kenedy ma miłe wspomnienia z Rafą Benitezem i jak sam mówi jest w stałym kontakcie z wieloma kolegami z drużyny z tamtego okresu. Do dziś rozmawia z Ayoze Perezem, Joselu, Javierem Manquillo i Salomonem Rondonem.

 

­– Nauczył mnie [Benitez­ – przyp.red], jak być graczem zespołowym, wykonywać swoją pracę w systemie. Łatwiej było mi mówić po hiszpańsku. Nie rozumiałem zbyt wiele po angielsku grając w Londynie, więc wyobraźcie sobie mnie tam w Newcastle, z tym nietypowym akcentem. To było skomplikowane. [śmiech]

 

Po udanych sześciu miesiącach wypożyczenia nie było niczym zaskakującym, że Chelsea pozwoliła mu kontynuować swoją grę w Newcastle w następnym sezonie. Jego występy jednak nie były już tak dobre jak w poprzedniej kampanii. Już w drugim meczu sezonu spudłował z karnego w spotkaniu z Cardiff City. Teraz sam zawodnik przyznaje, że grał poniżej oczekiwań. Ale jak wyjaśnia, były okoliczności łagodzące.

 

­– To był trudny sezon, naprawdę trudny. Moja rodzina została w Londynie, kiedy ja pojechałem do Newcastle i było po prostu inaczej. Byłem przyzwyczajony do bycia samemu, ponieważ opuściłem dom jako nastolatek. Jednak kiedy zakładasz rodzinę dalekie wyjazdy stają się trudniejsze.

 

Jeszcze w 2015 roku skrzydłowy był porównywany do Neymara i pokazywał przebłyski swojego talentu w Premier League. Jego kariera jest jednak naznaczona wieloma wzlotami i upadkami. Wydaje się jednak, że obecnie zawodnik zyskał pewną stabilizację.

 

­– Ciężko pracowałem nad swoją głową, aby dojść do tego momentu ­– mówi Brazylijczyk i nie trudno mu uwierzyć.

 

Z pewnością pomaga mu fakt, że obecnie dostaje szanse. W tym sezonie wystąpił już w 39 razy, we wszystkich rozgrywkach, w tym we wszystkich spotkaniach Ligi Europy. Jego menedżer, Diego Martinez, wierzy w niego i wystawia na pozycji skrzydłowego, gdzie ten czuje się najbardziej komfortowo.

 

­– To robi wielką różnicę ­– mówi Kenedy ­– Dzięki temu czuję się tam komfortowo. To fantastyczny klub, pełen dobrych ludzi. Są jak rodzina, wszyscy jesteśmy w tym razem. Poczułem się jak w domu, gdy tylko przekroczyłem drzwi. Wszyscy mnie wspierali, od portiera i sprzątaczki aż do piłkarzy i samego trenera. Jestem szczęśliwy, że czuję tę miłość i cieszę się, że mogę ją odwdzięczyć na boisku.

 

Europejskie trofeum byłoby dla zawodnika wielkim osiągnięciem, jednak sam przyznaje, że ciężko będzie pokonać Manchester United. Pomimo tego zapewnia, że Granada wyjdzie na ten mecz zmotywowana i będzie walczyć, gdyż nie zamierza po prostu odpuszczać w walce o trofeum.

 

­– Zamierzamy dać z siebie wszystko, tak jak robiliśmy to przez całe rozgrywki, ale chcemy też się tym cieszyć. Przeżywamy obecnie wspaniały moment.

 

To brzmi jak rozsądny sposób myślenia, biorąc pod uwagę, jakim klubem jest Granada i jaką drogę przebyła. Mimo to, fajnie byłoby wygrać, prawda?

 

­– Nie tylko fajnie! Najlepiej ­– puentuje Kenedy z uśmiechem.

Źródło: The Athletic

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Wojtas
komentarzy: 2096
08.04.2021 23:01

Niestety Granada przegrała 0-2 z Man Utd który jak zwykle wygrywa na wyjazdach ale u siebie na Old Trafford nie grają już tak pięknie , a Arsenal zremisował 1-1 z Slavią Praga i trzymam mocno kciuki za Czechów bo idzie im bardzo dobrze, pokonali takie ekipy jak : Leicester i Rengers to czemu Arsenalu mieli by nie pokonać ;)

+
0

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close