Obcy zaczęli chwalić, swoi wolą ganić

Autor: Bartłomiej Wójcik Dodano: 10.07.2021 20:00 / Ostatnia aktualizacja: 10.07.2021 20:00

Wszyscy żyjemy kończącymi się powoli mistrzostwami Europy. Finał jest tuż za rogiem, a w kadrach meczowych finalistów znajdzie się sporo graczy Chelsea. Jakby tego było mało, to końcówkę tego tygodnia umiliły nam zdjęcia powracających do Cobham zawodników The Blues. Fakt, na razie tylko garstka piłkarzy wznowiła treningi, ale widok serdecznego powitania z trenerem tak czy inaczej wzbudził uśmiech na twarzy.

 

Przyznam szczerze, że pierwszy raz w życiu doświadczyłem tak zabawnej sytuacji – w finale wielkiej piłkarskiej imprezy zagrają dwie drużyny, za które trzymałem kciuki. Anglię z wiadomych przyczyn od lat wspieram w sposób naturalny. Natomiast gra Włochów przypadła mi do gustu już w fazie grupowej, choć i to nie jest całkowitą nowością. W przeszłości zdarzało mi się już dopingować Squadra Azzurra, na przykład przy okazji ich ostatniego wielkiego triumfu, w 2006 roku. Pojawia się zatem zabawny dylemat: za kim być tym razem? Rozum podpowiada, że zwyciężą Anglicy. Serce wskazuje Włochów. Ostatecznie to wygrana zespołu ze słonecznej Italii ucieszyłaby mnie znacznie bardziej.

 

Wcale nie chodzi o to, że moja miłość do wyspiarskiego futbolu zakończyła się wraz z półfinałowym niesmakiem. Choć zaskakują mnie głosy, które starają się wybielać Raheema Sterlinga i jego mało sportowy teatrzyk , to jednocześnie nie twierdzę, by wynik tego meczu był niesprawiedliwy. Skądinąd ciekawe, że facet, który tak kaleczył rzemiosło w barwach klubowych, jest jednym z najlepszych zawodników całego turnieju. Pomimo akcji zawodnika Manchesteru City, to ekipa angielska była zdecydowanie lepsza od Duńczyków.

 

Może po prostu uwiera mnie to, że liczyłem na większy wkład zawodników The Blues w wyniki reprezentacji Garetha Southgate'a? Wspominałem zresztą już o tym w jednym z poprzednich tekstów. Szkoda, że Ben Chilwell pewnie nawet zapomniał o swojej obecności w kadrze, a Reece James poczuł ją tylko na jeden mecz. Nawet gra Masona Mounta mocno wyblakła. Asysta w ćwierćfinałowym meczu z Ukrainą i niezłe występy w fazie grupowej to trochę mało jak na tego zawodnika.

 

Przyjemniej ogląda się za to popisy Emersona i Jorginho w barwach reprezentacji Włoch. Pierwszy z nich jest szczególnym zaskoczeniem. Choć zarówno w klubie jak i w drużynie pełni tylko rolę rezerwowego, nie przeszkodziło mu to w zanotowaniu dobrych występów, gdy przyszło zastąpić kontuzjowanego kolegę. Wielu zapewne spodziewało się, że kontuzja Lorenzo Spinazzoli mocno namiesza we włoskich szeregach, ale zawodnik Chelsea postanowił do tego nie dopuścić. Trochę przypominało mi to niedawny finał Ligi Mistrzów, gdy Andreas Christensen potrafił zastąpić Thiago Silvę w stylu 1:1. Tutaj było podobnie, bo Emerson udźwignął presję i udowodnił, że wciąż drzemie w nim spory potencjał. Kiedy widziałem, jak radzi sobie na tle zawodników belgijskich czy hiszpańskich, zacząłem zastanawiać się, dlaczego on nigdy nie dostał poważnej szansy na Stamford Bridge? Przecież ktoś, kto na tym etapie turnieju gra na poziomie, nie może być słaby.

 

Ewentualne pochwały pod adresem Emersona to i tak nic wielkiego w porównaniu ze splendorem, który ze wszystkich stron spływa na Jorginho. Miano lidera włoskiej kadry, porównania z Andreą Pirlo czy zapis na listę faworytów do zdobycia Złotej Piłki, (Kante szybko się znudził w tej roli) stały się codziennością. Cała Europa jest pod wrażeniem gry pomocnika Chelsea i przynajmniej część takich opinii nie jest przesadzona, bo jego wpływ na grę Squadra Azzura z pewnością jest ogromny. A ta decydująca "jedenastka" w półfinale... Niby wszyscy wiemy, jak Jorginho wykonuje rzuty karne, a jednak tym razem szczęka spadła na podłogę z wrażenia. Wyglądało to po prostu tak, jakby Brazylijczyk z włoskim paszportem dysponował jakimiś nadprzyrodzonymi zdolnościami i zaczarował hiszpańskiego goalkeepera.

 

Co na to fani Chelsea? Przekaz jest mniej więcej taki: "Sprzedajmy go! Wszak na fali zachwytów można utargować dobrą cenę!" Będąc uczciwym, sam też bywałem mocno poirytowany grą Jorginho, ale chcę zwrócić uwagę na jedną rzecz. Wszyscy znamy jego mocne i słabe strony, a sam zawodnik jest dobrze wkomponowany w drużynę. Czy warto ryzykować zmiany kadrowe i budować wszystko od nowa, wrzucając w to miejsce nowe twarze? Były gracz SSC Napoli jest bardzo specyficznym gościem i nie w każdej drużynie się sprawdzi, ale w Chelsea odnalazł swoje miejsce, a Thomas Tuchel chętnie korzysta z jego możliwości. Ostatnio można było też odnieść wrażenie, że Jorginho nauczył się grać w ten sposób, aby minimalizować mankamenty i wyciskać maksimum z własnych atutów. Nie można mu zatem odmówić boiskowej inteligencji, a nie każdy gracz się tym legitymuje.

 

Nie jestem przekonany co do tego, że sprzedaż tego zawodnika wyszłaby Chelsea na zdrowie. Niezależnie od kwoty, którą można uzyskać. Zresztą, kto mógłby zająć jego miejsce?

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Krolec
komentarzy: 106
17.07.2021 10:56

Tak jak byłem na początku anty fanem Jorginho, tak od kilku miesięcy bije się w pierś i cieszę z jego zagrań. Ktoś kto nie potrafi odczytać taktyki gry, zadań boiskowych i regulacji tempa gry to nie będzie fanem tego gościa. Jednak ten typ robi taką robotę w środku pola, że to się w pale nie mieści. Wystarczy spojrzeć na nasza kadrę, niby są nazwiska ale gra kiepska. No bo kogo mamy na pozycji Jorginho? No i mamy odpowiedź, brak nam kreatora, kogoś takiego jak ten gość. Dlatego jest on niezwykle ważny i potrzebny, dlatego też Tomek na niego stawia.

+
3

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close