Zadanie wykonane, ciekawe losowanie i siła weteranów

Autor: Bartłomiej Wójcik Dodano: 20.03.2022 14:17 / Ostatnia aktualizacja: 20.03.2022 14:17

Dwa mecze, dwa zwycięstwa i dwa awanse do kolejnych rund pucharowych zmagań. Słowem, zadanie na ten tydzień wykonane. Można być zadowolonym z takiego obrotu spraw, bo piłkarze Chelsea przeszli w zasadzie suchą stopą przez niełatwy okres, choć zawsze jest coś, co można poprawić.  

 

W ostatnim czasie wielokrotnie chwaliłem The Blues za tzw. winning mentality, która pozwala wygrywać mecze, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Chociaż takie pochwały są uzasadnione, to jednak pojawia się równie zasadne pytanie: no dobrze, ale po co właściwie komplikować sobie sprawę? Świetnym przykładem takiej "samokomplikacji" był rewanżowy mecz z LOSC Lille. Rzecz jasna, nie chodzi o to, aby od pierwszego gwizdka rzucać się wszystkimi siłami na rywala, kiedy jest korzystny wynik z pierwszego spotkania. No ale prowokowanie problemów to jednak nie jest najlepsze wyjście z sytuacji. Uporczywe rozgrywanie piłki przez bramkarza i głupie straty Jorginho po prostu nie mogły się dobrze skończyć.

 

W ogóle był to wręcz podręcznikowy przykład meczu, w którym sprawa rozstrzygnęła się o tzw. punkty krytyczne. Pierwszym z nich była wyrównująca bramka Christiana Pulisica, a drugim świetna okazja gospodarzy, która ostatecznie skończyła się trafieniem w słupek po strzale głową. Strach pomyśleć, jak by to wszystko się potoczyło, gdyby wspomniany Amerykanin nie popisał się wręcz komputerową precyzją przy strzale z ostrego kąta, a jednocześnie szczęścia nie zabrakło gospodarzom, gdy uderzał Xeka. Tym razem owe punkty krytyczne zagrały na nasza korzyść, ale po co igrać z ogniem?

 

Takich zabaw trzeba się wystrzegać w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, bo tu już nie ma przeproś, zwłaszcza z takim rywalem jak Real Madryt. Trochę to nawet zabawne, że przez tyle lat obydwie drużyny jakoś nie trafiały na siebie w tych rozgrywkach, a teraz takie starcie powtarza się rok po roku. Królewscy na pewno są silniejsi niż przed rokiem, a wyeliminowanie Paris Saint-Germain jest sporym osiągnięciem, choć niczego Realowi nie ujmując, rezultat 1/8 finału to bardziej lekka kompromitacja paryskiej ekipy, niż wyczyn lidera La Liga. Pojedynek z drużyną prowadzoną przez Carlo Ancelottiego będzie bardzo ciężki, ale z pewnością jest to rywal w zasięgu Chelsea. Wydaje się też, że nie jest to rywal najtrudniejszy, bo przecież można było trafić na wyjątkowo mocny w tym sezonie Manchester City lub Bayern Monachium.

 

Dobrze, że w miarę sprawnie udało się ograć Middlesbrough FC, bo nawet ten mecz zdołał zyskać nie do końca przyjemną otoczkę. Inna sprawa, że tym razem zarząd Chelsea sam był sobie winien, a pomysłu rozegrania ćwierćfinału FA Cup "za zamkniętymi drzwiami" chyba ktoś do końca nie przemyślał. Faktem jest, że ograniczenia nałożone na The Blues są absurdalne, ale nie ma sensu spodziewać się, że którakolwiek z drużyn będzie chciała pójść nam na rękę z tego powodu. Takie posunięcia mogą jedynie pogarszać atmosferę, która ostatnimi czasy i tak jest dostatecznie gęsta.

 

Kiedyś popularna była teoria, iż poważny uraz bywa groźny dla sportowców nie tyle pod względem fizycznym, co raczej mentalnym. Ścięgna, mięśnie, więzadła czy kości zazwyczaj wracają do pełnej sprawności, ale z psychiką bywa różnie. Taka teza daje sporo do myślenia, gdy patrzy się na Rubena Loftus-Cheek'a. Nie można powiedzieć, by angielski pomocnik grał wybitnie źle, chociaż akurat ostatni mecz z Middlesbrough raczej nie był jego popisem. Niemniej jednak kompletnie nie widać w nim tej iskry, która charakteryzowała go w jego najlepszym sezonie. Dzisiaj w najlepszym razie Ruben gra poprawnie, ale raczej stabilizuje grę w środku pola niż popycha ją do przodu. Bardzo często się gubi i zbyt późno podejmuje decyzje, na czym traci cała drużyna. Tak jak Loftus-Cheek miewał przebłyski na początku sezonu, tak ma je nadal. Przebłyski dawnej formy i niewiele więcej. Szkoda, bo potencjał w tym zawodniku był gigantyczny. Czy jeszcze jest szansa na jego uwolnienie? Oby, choć coraz trudniej w to wierzyć.

 

Widać nie jest to najlepszy okres dla klubowych wychowanków, bo ostatnio nie spisuje się także Trevoh Chalobah. Dziwna to historia, bo przecież młody defensor świetnie radził sobie w wielu meczach o dużą stawkę, ale w niedawnych spotkaniach ligowych i wspomnianym starciu z Lille w ogóle nie przypominał samego siebie. Pozostaje mieć nadzieję, że przerwa na mecze reprezentacyjne będzie dla niego okazją do mocnego resetu i powrotu na właściwe tory.

 

Młodość czasami zawodzi, ale od czego jest doświadczenie w drużynie? Przyznaję publicznie, że myliłem się co do Thiago Silvy. Gdy przychodził do klubu byłem przekonany, że o ile wniesie coś do szatni na płaszczyźnie mentalnej, o tyle zbyt późno dla niego, by stał się liderem defensywy. Srodze się pomyliłem, ale cieszę się, że nie miałem racji. Ostatnie tygodnie to jest istna futbolowa poezja w wykonaniu tego gracza i kto by pomyślał, że takie cuda na angielskich boiskach będzie wyczyniał 37-letni piłkarz?

 

Swoją drogą, to jesteśmy świadkami ciekawego zjawiska. Przecież jeszcze 10 czy 15 lat temu oczywistością było, że z piłkarzem, który przekroczył 30. rok życia, nie ma sensu wiązać wielkich nadziei. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że w wielu przypadkach gracze po trzydziestce osiągają swoje szczyty. W Anglii Silva wcale nie jest jedynym przykładem, bo Jamie Vardy czy James Milner również dają czadu. Siła wspomnianego Realu Madryt również opiera się na weteranach, a jego awans do ćwierćfinału to w dużej mierze zasługa Luki Modricia i Karima Benzemy. Zresztą, nie trzeba wybierać się za granicę. Nasz Robert Lewandowski również sprawia wrażenie jakby w wieku 33 lat nadal się rozpędzał. To bardzo krzepiące dla piłkarzy, ale i dla wspierających ich kibiców, czyli zwykłych śmiertelników. Życiorysy biegną różnymi drogami i czasem może się okazać, że nawet w życiu zwykłego człowieka sukcesy przyjdą wtedy, gdy mogłoby się wydawać, że najlepszy czas już przeminął.

 

Nadchodzi przerwa na mecze reprezentacyjne więc tradycyjnie pojawia się jedno życzenie – aby wszyscy gracze wrócili z niej zdrowi i w pełni sił. Tym razem dorzuciłbym jednak coś jeszcze. Chodzi oczywiście o to, aby w tym czasie sytuacja związana z własnością klubu wreszcie się wyklarowała. Po powrocie do rozgrywek zostanie nam już tylko decydująca faza sezonu, więc w takim czasie spokój poza boiskiem będzie potrzebny jak nigdy, aby w pełni móc skoncentrować się na grze.

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close