Pogrom po przerwie reprezentacyjnej. Chelsea 7:0 Port Vale
Dodano: 04.04.2026 20:06 / Ostatnia aktualizacja: 04.04.2026 20:13Gładkie zwycięstwo nad o wiele niżej notowanym rywalem. Po takich perturbacjach Niebiescy potrzebowali możliwości wyładowania się na przysłowiowym worku, którym stało się trzecioligowe Port Vale.
Wróciliśmy do piłki klubowej po dość burzliwych doniesieniach w kuluarach związanych z Chelsea. Enzo Fernández został zawieszony przez klub na dwa mecze, Marc Cucurella publicznie wyraził swoje niezadowolenie w kwestii działań zarządu, a mieszane sygnały wysłał także Moisés Caicedo.
Liam Rosenior swoją wytypowaną jedenastką dał jasny sygnał - koniec upokorzeń, pora na pewne zwycięstwo z niżej notowanym rywalem.
Port Vale, czyli rewelacja rozgrywek także starała się wystawić swoje najsilniejsze nazwiska. Stąd w pierwszym składzie od pierwszych minut zagrał Ben Waine, który zaledwie kilka dni wcześniej zagrał dla reprezentacji Nowo Zelandii. Przypomnijmy, że to jego trafienie w czwartej rundzie z Bristol City w dogrywce zapewniło awans zespołowi z League One.
Niemniej The Blues szybko przeszli do działania. Ledwo minęła minuta i po rzucie rożnym bitym na krótko do bezpańskiej piłki dopadł Jorrel Hato i po woleju, odbitym po ziemi strzelił swojego drugiego gola dla Chelsea oraz pierwszego w tym meczu.
I tak w 25 minucie, w dozie kontroli nad przebiegiem spotkania i każdą przestrzenią na murawie, Pedro Neto zdołał przepchać akcję prawym skrzydłem wygrywając pojedynek jeden na jednego podając z preferowanego dzisiaj prawego skrzydła do środka pola karnego, gdzie João Pedro, jak to ma w zwyczaju, zamienił to na gola.
Pod koniec pierwszej połowy tempo niezwykle mocno zwolniło, ale wystarzyła chwila nieuwagi, kolejna akcja od prawego skrzydła, gdzie Malo Gusto podał piłkę do środka, a Cole'a Palmera wyręczył obrońca rywali, Jordan Gabriel. W ten sposób gospodarze zeszli ze spokojną głową do szatni.
Niebiescy, na nieszczęście gości, od pierwszych minut przelewali całą swoją frustrację na obecną sytuacje w klubie, przekuwając to we wzmożoną aktywność na murawie. Dominacja zespołu z Premier League wydawała się oczywista jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Niemniej mało kto się spodziewał aż tak bojowej postawy i tak mocnego tempa od samego początku.
Port Vale nie umiało wykorzystać poza tym swoich najlepszych atutów, czyli gry w niskim pressingu oraz finalizowanie akcji ze stałych fragmentów, które jak wiadome potrafią Chelsea napsuć sporo krwi.
W drugiej połowie do pierwszej klarownej sytuacji doszedł w 50 minucie Estêvão. Młodzieżowiec nie miał za sobą dobrych 45 minut i niestety w tym momencie także nie zdołał pokonać bramkarza. Koledzy z drużyny otoczyli go wsparciem i kazali się nie przejmować.
Co się odwlecze to nie uciecze i w ten sposób chwilę później z główki podwyższył prowadzenie Tosin Adarabioyo, po tym jak wrzucił do niego Malo Gusto.
Messinho w starciu po dokonanych roszadach był dużo mocniej aktywny, ponieważ zaczął grać na preferowanej prawej stronie. W końcu po kolejnym dobrze rozegranym rzucie rożnym w 69 minucie w końcu dołożył swoje trzy grosze i po jego wrzutce z piłką do siatki z główki wpadł Andrey Santos.
Do tego w 84 minucie Brazyliczyk trafił do siatki, z czego mógł się cieszyć z opóźnionym zapłonem, z powodu analizy VAR, badającej potencjalny spalony.
Jakby było mało dramatów dla The Valiants,to na koniec odgwizdano przeciwko nim rzut karny. Alejandro Garnacho sporo przy tym dołożył inwencji własnej, ale koniec końców zdało to egzamin, dzięki czemu w 92 minucie ustanowił wynik na 7:0.
Niebiescy osiągnęli założone cele: przerwali niechlubną serię czterech porażek z rzędu, zachowali drugie czysto za kadencji Liama Roseniora i rozruszali do niedawna kontuzjowanych graczy. Cóż - jedni odbudowują formę z trzecioligowcami, a inni z czwartoligowcami odpadają z Carabao Cup. Miejmy nadzieję, że będzie to dobry omen przed decydującą końcówką dla być albo nie być w Lidze Mistrzów.
Chelsea 7:0 (3:0) Port Vale.
Bramki: Jorrel Hato 2', João Pedro 25', Jordan Lawrence-Gabriel 43' (gol samobójczy), Tosin Adarabioyo 57', Andrey Santos 69', Estêvão 84', Alejandro Garnacho 92'.
Chelsea F.C: Robert Sánchez; Malo Gusto (Josh Acheampong 85'), Wesley Fofana, Tosin Adarabioyo, Jorrel Hato; Roméo Lavia (Ryan Kavuma-McQueen 79'), Andrey Santos; Estêvão, Cole Palmer (Dário Essugo 63'), Pedro Neto (Alejandro Garnacho 63'); João Pedro (Liam Delap 63')
Port Vale F.C: Joe Gauci; Jordan Lawrence-Gabriel, Kyle John (Tyler Magloire 86'), Cameron Humphreys, Connor Hall, Liam Gordon (Elli Campbell 65'); Ben Waine (George Hall 65'), Funso Ojo, Ben Garrity (Ethon Archer 75'), Rhys Walters; Martin Sherif (Andre Gray 65')
- Źródło: własne
Skrót: Chelsea FC 7:0 Port Vale FC
04.04.2026 23:39
Składy: Chelsea FC vs. Port Vale FC
04.04.2026 17:15
Puchar Anglii 2025/26. Gdzie oglądać mecz Chelsea - Port Vale? Transmisja online za darmo
04.04.2026 07:17
The Telegraph: Piłkarze Chelsea mają dość Enzo Fernándeza!
02.04.2026 16:50
AS: Atlético Madryt marzy o pozyskaniu Marka Cucurelli
01.04.2026 12:43
Raport z wtorkowych meczów reprezentacji
01.04.2026 12:20
Głosowanie na najlepszego zawodnika marca!
30.03.2026 10:07
Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.
no i dobrze, spokojnie od początku do końca zabawa i strzelanie, tak jak powinno to wyglądać. na dokładne arsenal w pape i już ich nie ma w fa cup, zostaliśmy my, city, southampton i leeds/west ham. będzie ciekawie na wembley.
Zagraliśmy tak jak powinno się grać z taką drużyną. Gramy dalej.
Warto wspomnieć o kolejnym pustym przebiegu Delapa. 30 minut z drużyną z League One i nic. To się nazywa REGULARNOŚĆ.
KTBFFH
Mamy wciąż szanse chociaż na 1 puchar w tym sezonie.