Piłkarze irytująco-zachwycający

Autor: Bartłomiej Wójcik Dodano: 05.06.2021 21:38 / Ostatnia aktualizacja: 05.06.2021 21:38

W szeregach Chelsea Football Club można wskazać kilku zawodników, którzy zwykli wzbudzać skrajne emocje. Osobiście mam poważny problem z wieloma takimi przypadkami i sądzę, że w tym zagubieniu nie jestem osamotniony. Mamy wiele diamentów, z którymi nie wiadomo co począć. Trzymać kciuki za rychły transfer i odejście, czy raczej nadal żyć nadzieją na wystrzał lub ustabilizowanie formy?

 

Chciałoby się wiecznie żyć tym, co wydarzyło się przed tygodniem. Widok graczy The Blues cieszących się ze zwycięstwa Ligi Mistrzów jest tak wspaniały, że w tym momencie piłkarski świat mógłby właściwie się zakończyć. Niestety życie nie jest tak słodkie i tenże świat, zamiast zwalniać, przyspiesza. Za rogiem mamy początek mistrzostw Europy, potem relatywnie krótka przerwa i wracamy do walki o Premier League. Trzeba zatem myśleć o przyszłości i o tym z kim przyjdzie o tę przyszłość wojować. Na ten moment nie ma większego sensu zajmowanie się potencjalnymi nabytkami transferowymi Chelsea. Liczne nazwiska, które przewijają się w mediach, to jak na razie sfera spekulacji i domysłów. Lepiej zatem krytycznie spojrzeć na aktualną kadrę, bo znaków zapytania jest w niej całkiem sporo. Jak zaznaczyłem we wstępie, wielu mamy zawodników, których trudno ocenić i zdefiniować. Tacy właśnie gracze mogliby opuścić zespół, ale czy to na pewno dobry wybór?

 

Na pierwszy ogień idzie oczywiście Jorginho. Chyba ciężko znaleźć drugiego zawodnika, który potrafiły równie skutecznie zachwycać co irytować. Z jednej strony jest fantastyczny przegląd pola, umiejętność porządkowania gry, operowanie piłką i podania z centymetrową dokładnością. Z drugiej strony brak szybkości, dynamika mniej więcej na poziomie Johna Obi Mikela i nikła siła fizyczna. Obok meczów, w których były zawodnik SSC Napoli jest niezbędnym elementem układanki, widzimy popisy jego bezradności i boiskowy chaos. Mimo licznych wad, reprezentant Włoch swoje już na Stamford Bridge ugrał i przekonywał do siebie każdego trenera, z którym przyszło mu pracować. Do triumfu w Champions League też dołożył cegiełkę i raczej zostanie w Chelsea. To pewnie korzystny obrót spraw, choć jednocześnie właśnie na tym graczu potencjalnie można zarobić największe pieniądze. Zresztą, kto wie jak sprawa się potoczy? W końcu sam zawodnik jak i jego agent często dawali do zrozumienia, że powrót do Italii nie jest wykluczony.

 

Kto z duetu Marcos Alonso & Emerson Palmieri odejdzie z Chelsea? A może zrobią to obydwaj? Hiszpan po niezwykle udanym sezonie 2016/17 notował ustawiczny spadek formy i  równie systematycznie wygrywał plebiscyt na najbardziej krytykowanego gracza. To kolejny facet o dwóch twarzach. O ile potrafi świetnie czytać grę w ofensywie i zdobywa sporo bramek, o tyle w obronie gubi się jak mało kto. Emerson z kolei nigdy na dobre nie przebił się do podstawowego składu, mimo że na pokładzie jest już od ponad 3 lat. Sprawia wrażenie wręcz idealnego rezerwowego – nie marudzi, trenuje, a kiedy trzeba wchodzi na boisko i z reguły nie przynosi sobie ani drużynie wstydu. Wydaje się być pewniejszy w grze od Alonso, ale bramek tylu nie zdobywa. Kogo z tego duetu skreślić, a komu dać szanse? Bądź tu mądry i pisz wiersze...

 

Jesienią 2019 roku wydawało się, że spełnia się najskrytsze marzenie fanów Chelsea. Oto liderem klasyfikacji strzelców Premier League został (na chwilę, ale jednak) Tammy Abraham, czyli młody wychowanek The Blues. Młodzian na serio dobrze rokował i wyglądało na to, że jest też całkiem mocny mentalnie – nie załamał się po zmarnowaniu "jedenastki" w finale Superpucharu Europy i na krajowym podwórku od razu wziął się do strzelania. Jego bilans w tamtym sezonie to 15 bramek w lidze. Taki wynik może nie jest powalający, ale chodziło przecież o zaledwie 22-letniego piłkarza. Dla lepszego porównania warto sprawdzić, na jakim poziomie w takim wieku piłkę kopali Olivier Giroud, Diego Costa czy sam wielki Didier Drogba. Przyszedł jednak Thomas Tuchel i... wyłączył Tammy'ego z zabawy. Niby nie mam wątpliwości co do kunsztu naszego trenera, ale jednak ta sprawa trochę mnie zastanawia. Dziwi szczególnie to, że angielski napastnik po zmianie trenera nie rozegrał ani jednego (sic!) meczu w pełnym wymiarze czasowym. Wiele wskazuje na to, że jego los został już przypieczętowany, a brak miejsca w kadrze na finał Ligi Mistrzów był postawieniem kropki nad "i". Niemniej jednak nie mogę wyzbyć się przeczucia, że z tego zawodnika dało się wycisnąć znacznie więcej.

 

Gdybym miał wskazać jednego piłkarza, który zaliczył w tym sezonie największy regres, jeśli chodzi o formę i pozycję w zespole, z pewnością postawiłbym na Hakima Ziyecha. Jego prime time był krótki, ale zdążyła zachwycić się nim cała Premier League. Łączył bramki z asystami, a niezwykłe dogrania "z drugiej nogi" dały mu miano nowego czarodzieja Stamford Bridge. Przez pewien czas to właśnie Marokańczyk był tym graczem, który decydował o obliczu gry Chelsea. Niestety na początku grudnia przytrafiła się druga kontuzja z tego sezonu, a wraz z nią posypała się cała gra The Blues. W czasach Thomasa Tuchela pozycja Ziyecha straciła na znaczeniu, lecz wiele ważnych bramek udało mu się zdobyć. Poczynania Hakima może i nie zachwycały, ale czy piłkarz, który strzela bramki Manchesterowi City i Atletico Madryt może być słaby? Osobiście liczę na to, że różne doniesienia prasowe łączące go z ekipą AC Milan czy z Sevillą okażą się plotkami. Szkoda byłoby tak szybko rezygnować z gościa, który na pewno ma trochę magii w nogach. Niech zagra jeden pełen sezon bez urazów i może wyjdzie z tego coś ciekawego.

 

Czy ciekawostek można spodziewać się w przypadku Calluma Hudson-Odoia? Oto kolejny wielki znak zapytania. U Franka Lamparda grał jak typowy wielki talent młody talent – sporo chaosu i odrobina dobrej gry. Pod wodzą Thomasa Tuchela nieźle radził sobie na nieoczywistej dla siebie pozycji, czyli na prawym wahadle. Wszystko zdawało się zmierzać ku dobremu, ale potem Anglik został zepchnięty na bocznicę. Pamiętna "wędka" w meczu z Southampton też dała mocno do myślenia. Niby ten chłopak jesienią skończy dopiero 21 lat, ale czasem chciałoby się zobaczyć więcej konkretów w jego grze. Może wypożyczenie byłoby dobrą opcją? Okres systematycznej gry mógłby być bardzo pomocny. Sam Hudson-Odoi miałby okazję do wykazania się, a my przekonalibyśmy się, jakie są jego realne możliwości jako podstawowego gracza.

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close