Rozmyślania o niebieskich migdałach: O Thomasie, który lubił zaskakiwać

Autor: Sebastian Romanowski Dodano: 07.02.2021 19:00 / Ostatnia aktualizacja: 07.02.2021 19:00

Czego można się spodziewać po Thomasie Tuchelu w Chelsea? Pierwsze dni jego obecności w tym teamie zwiastują, że dosłownie wszystkiego. Optymista zapewne dodałby, że wszystkiego co najlepsze. Tyle, że autor tego artykułu niekoniecznie się do nich zalicza...

 

Na początek był mecz z Wolverhampton, a raczej wyjściowy skład The Blues. No jak to, Antonio Rudiger, Jorginho, Kai Havertz, Callum Hudson-Odoi czy Olivier Giroud od pierwszej minuty? I to niby oni mają ratować sezon? Wyjściowe zestawienie było zaskoczeniem niczym śnieg w styczniu dla drogowców, ale jeszcze większą niespodzianką była gra duetu Havertz & Hudson-Odoi. Okazało się na przykład, że niemiecki pomocnik jednak całkiem nieźle potrafi grać w piłkę. Przez 90 minut był bardzo aktywny i stale szukał gry. Mógł nawet zaliczyć asystę, ale Ben Chilwell zamiast w bramkę postanowił ustawić celownik na górną trybunę, a potem groźnie uderzył głową na koniec meczu. Żarty żartami, ale dotychczas Havertz na serio sprawiał wrażenie, jakby trafił do Anglii nie z Bundesligi, tylko z Ekstraklasy, a tymczasem w meczu z Wilkami zaprezentował kawał dobrego futbolu. Z kolei Callum przez całe spotkanie szarpał rywali na skrzydle. Również był groźny i stwarzał zagrożenie. Dla jednego i drugiego były to chyba najlepsze zawody w tym sezonie.

 

Parę dni później padły pierwsze bramki za kadencji niemieckiego trenera, a zdobyli je gracze, którzy ostatnio byli raczej poza składem meczowym. O ile Cesar Azpilicueta jeszcze czasami powąchał murawy, o tyle Marcos Alonso już od dawna wydawał się być na wylocie z podwórka. Dwa piękne strzały bocznych defensorów musiały wzbudzić zachwyt nawet najbardziej sceptycznych fanów Chelsea, a warto wspomnieć, że asystę przy pierwszej bramce zanotował Callum Hudson-Odoi, który drugi raz z rzędu zagrał na pozycji... prawego wahadłowego. Było już coś o zaskoczeniach?

 

No i nareszcie wisienka na torcie i mecz z Tottenhamem. Już sam fakt, że Chelsea wreszcie wygrała w tym sezonie ligowy mecz na szczycie był niesamowity niczym biały kruk na gwiaździstym niebie, ale trzeba dodać jeszcze to, że The Blues grali bez strachu i obaw, a poza tym potrafili zdominować rywala generalnie znacznie lepszego w przekroju całego sezonu. A gdyby komuś niespodzianek było mało, to nie można zapomnieć o tym, że zwycięską bramkę zdobył nikt inny jak Jorginho, który zawsze rozgrzewa emocje do czerwoności przy wykonywaniu rzutów karnych. Tyle że tym razem reprezentant Włoch wpadł na genialny pomysł, aby zrobić to inaczej niż zwykle. Zamiast truchciku i podskoków w stylu bajkowego wróbelka Elemelka oddał mocny, mierzony i co najważniejsze, skuteczny strzał. Tak całkiem poważnie, to czy ktoś pamięta, by Jorginho kiedykolwiek wykonał "karniaka" w ten sposób?

 

Dotychczasowy bilans Thomasa Tuchela na stanowisku trenera The Blues nie jest co prawda idealny, ale można go uznać za bardzo dobry. Przecież siedem punktów w trzech pierwszych meczach wszyscy fani Chelsea braliby zapewne "w ciemno", a trzeba jeszcze pamiętać o braku straconych bramek. Po tych meczach mam ochotę prosić trenera o więcej niespodzianek, bo trochę wstyd się przyznać, ale czuję, że odzyskałem radość z oglądania meczów niebieskiego składu.

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Krolec
komentarzy: 64
07.02.2021 22:55

Nie tylko Ty odzyskales radość z oglądania niebieskich ;)

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close