Fot. Chelsea FC

Chalobah: Trudno było mi się rozstać z Chelsea

Autor: Hubert Anuszkiewicz Dodano: 23.10.2026 14:03 / Ostatnia aktualizacja: 23.10.2026 15:19
Trevoh Chalobah pochodzi z piłkarskiej rodziny, ale w dzieciństwie nigdy tak naprawdę nie lubił futbolu. Tym bardziej niezwykłe jest to, że przebił się w Chelsea, a następnie reprezentował Anglię na mistrzostwach świata w 2026 roku.

Pod wodzą trenera Como, Cesca Fàbregasa, Chalobah zmierzy się w środę z Manchesterem United w Lidze Mistrzów. Będzie to jego pierwszy oficjalny mecz przeciwko angielskiemu zespołowi od czasu letniego transferu do klubu z Serie A za 30 milionów funtów (40 milionów dolarów).

27-letni zawodnik opowiedział „The Athletic” o swojej niechęci do piłki nożnej w dzieciństwie, płaczu po treningach, wierze, odejściu z ukochanej Chelsea, przeprowadzce za granicę oraz fizycznej tablicy marzeń, którą zabiera ze sobą w podróże.

Opowiesz o swoim dzieciństwie?

— Urodziłem się w Sierra Leone. Kiedy miałem trzy lata, przeprowadziłem się do Londynu. To był oczywiście zupełnie inny styl życia. Nasza rodzina znalazła się w trudnej sytuacji — mieszkaliśmy z rodzeństwem w jednym pokoju. Tata pracował jako ochroniarz, a mama w Lidlu. Oboje pracowali przez wiele godzin. Mój brat Nathaniel, który obecnie gra w Charlton Athletic, miał naturalny talent, więc często grał w piłkę w parku.

— Ja nigdy tak naprawdę nie lubiłem futbolu. Patrzyłem na niego i zajmowałem się zwykłymi rzeczami, które robią dzieci: bawiłem się na placu zabaw, chodziłem do parku i jeździłem na rowerze. Gdy byliśmy starsi, w parku w naszej okolicy, w Gypsy Hill w południowo-wschodnim Londynie, niedaleko Crystal Palace, odbywał się mecz lokalnej społeczności. Przyjeżdżali tam przedstawiciele klubów, którzy obserwowali zawodników. Fulham zobaczyło mojego brata i zabrało go do siebie. Pomyślałem wtedy: „Wiecie co, równie dobrze mogę spróbować gry w piłkę i zobaczyć, dokąd mnie to zaprowadzi”.

— Nie miałem naturalnych umiejętności. Po prostu obserwowałem brata i uczyłem się od niego. Grałem w szkole, w parku, na ulicy, a także na małym ogrodzonym boisku, gdzie mierzyłem się ze starszymi chłopakami i byłem przez nich ogrywany. To wszystko mi pomogło. Później zacząłem występować w amatorskiej lidze niedzielnej. Grałem jako napastnik…

Co było dalej?

— Zainteresowało się mną Fulham. Chcieli zaprosić mnie na testy, ale w ostatniej chwili przechwyciła mnie Chelsea. Chelsea zabrała też mojego brata z Fulham, więc naturalne było, że ja również trafiłem do Chelsea, gdy miałem osiem albo dziewięć lat.

— Poziom był tam zupełnie inny. Było znacznie trudniej, a okres od drużyny U9 do U16 był dla mnie wymagający, ponieważ zacząłem stosunkowo późno. Nie za bardzo mi się to podobało, więc musiałem stopniowo budować swoją pozycję. Mój brat miał większy naturalny talent. Był stworzony do gry w piłkę.

— Jednak w wieku 16 lat naprawdę zacząłem robić postępy. Miałem odpowiedni wzrost i siłę, poprawiłem też szybkość. Wypożyczenia w wieku 17 i 18 lat, występy w FA Youth Cup oraz treningi z pierwszym zespołem już w wieku 15 lat — to wszystko mi pomogło.

— Miałem kilka treningów z Ceskiem. Był bardzo wymagający wobec młodych zawodników. Trenowałem również z bratem. To było dobre doświadczenie. Trzy kolejne wypożyczenia — do Ipswich Town, Huddersfield Town i francuskiego Lorient — bardzo mi pomogły. Rozwinąłem się jako piłkarz, zarówno na boisku, jak i poza nim. Nauczyłem się, jak żyć, jak się zachowywać i jak dbać o dodatkowe aspekty, na przykład inwestowanie we własny rozwój.

— Nic nie przychodziło mi naturalnie. Musiałem ciężko pracować, korzystając z analiz, pomocy kucharza czy trenera personalnego. Wzorowałem się na Cristiano Ronaldo. Pod względem tego, jak piłkarz powinien żyć i pracować, jest jednym z najlepszych w historii. Obserwowałem go, żeby doskonalić swoje umiejętności.

— Po wypożyczeniach wróciłem do Chelsea i zadebiutowałem w pierwszym zespole. To niesamowita podróż — od chłopaka, który nie lubił futbolu, do miejsca, w którym jestem dzisiaj.

Nie lubiłeś piłki nożnej. Kiedy pomyślałeś: „Jestem w tym całkiem dobry”?

— W Chelsea byłem w tej samej grupie co Declan Rice i Mason Mount. Oni grali w piłkę od piątego roku życia, a ja cały czas próbowałem nadrobić zaległości. To było bardzo trudne.

— Po takich treningach wracałem do samochodu skauta Raya Rembridge’a, który sprowadził mnie do Chelsea, i płakałem na tylnym siedzeniu. Mówiłem, że już nie dam rady. Ray dodawał mi pewności siebie i motywował. Pomagał mi każdego dnia i nauczył mnie etyki pracy. Powtarzał, że w życiu nic nie przychodzi łatwo. Te słowa zostały ze mną na zawsze.

Jak opisaliby cię przyjaciele i rodzina?

— Kiedy dorastałem, byłem trochę niegrzeczny. Nie mówiłem rodzicom, gdzie jestem. Z wiekiem zmądrzałem. Teraz jestem spokojniejszy, wyluzowany i podchodzę do życia bez zbędnego stresu. Ale wiem, czego chcę. Jestem zdeterminowany.

Byłeś na ławce rezerwowych podczas finału Pucharu Anglii w 2018 roku przeciwko Manchesterowi United, mimo że nie rozegrałeś jeszcze żadnego profesjonalnego meczu.

— W drugiej połowie tamtego sezonu Antonio Conte zaprosił mnie na stałe do treningów z pierwszym zespołem. Pojawiło się kilka kontuzji i zostałem powołany, żeby pojechać z drużyną na mecz. Pomyślałem: „To będzie dobre doświadczenie”.

— Zobaczyłem swoje nazwisko na ławce i byłem zachwycony. Zdobyłem medal, nie rozgrywając ani minuty w pierwszym zespole!

Jak pomogły ci wypożyczenia? Rozmawiałem z osobą związaną z Ipswich, która powiedziała, że miałeś ogromny talent, ale wciąż byłeś bardzo młody. Później było Huddersfield, a następnie Francja.

— Pierwsze dwa lub trzy miesiące w Ipswich były trudne. Przeszedłem z futbolu akademickiego do Championship, ligi bardzo wymagającej i fizycznej. Musiałem przyzwyczaić się do rozgrywania dwóch meczów w tygodniu, ale koledzy mi pomagali. Wiedziałem, że potrafię grać, jednak musiałem dostosować się do stylu, w którym często stosuje się długie podania i walczy o drugie piłki. Występowałem w środku pola, choć nie była to moja naturalna pozycja. Byłem środkowym obrońcą grającym w środku boiska.

— W Chelsea wygrywałeś co tydzień, a w Ipswich już nie. To była próba, ale potrzebna. Tak wygląda dorosły futbol. Ważny kapitan, starsi zawodnicy krzyczący na ciebie, zdenerwowani po słabym występie. W piłce akademickiej tego nie doświadczasz.

— W Ipswich potrzebowaliśmy punktów, ale nie zdobyliśmy ich wystarczająco dużo. Spadek z ligi… Pamiętam twarze zawodników w szatni.

— W Huddersfield było podobnie, ale tam udało nam się utrzymać. Zobaczyłem dwie różne strony futbolu. Następnie przeniosłem się do Francji, do Lorient, gdzie mogłem mierzyć się z takimi zespołami jak Paris Saint-Germain i dalej rozwijać się w innym stylu gry. Nauczyłem się francuskiego, choć wiele już zapomniałem. Jeździłem na treningi rowerem i mieszkałem niedaleko plaży. Było niesamowicie. Trwała też pandemia COVID-19, więc nie było nic innego do roboty poza skupieniem się na piłce. Wtedy naprawdę zrobiłem kolejny krok.

— Pomagał mi brat, który wcześniej grał w Napoli. Wiedział, że wyjazd za granicę będzie dla mnie dobry. Sam również nad sobą pracowałem — nad szybkością, podaniami i grą w obronie.

W końcu zadebiutowałeś w Chelsea w finale Superpucharu UEFA w 2021 roku…

— To było niesamowite. Wróciłem z Francji, byłem sprawny i silny, gotowy do gry. Trenerem był Thomas Tuchel, który widział mnie we Francji, gdy prowadził Paris Saint-Germain. Przed meczem się denerwowałem, ale na boisku wszystko było w porządku. Właśnie na to pracowałem.

Czy czułeś, że twoja przyszłość na dłużej będzie związana z Chelsea?

— Chelsea właśnie wygrała Ligę Mistrzów i myślałem, że będzie mi trudno przebić się do składu.

— W drużynie byli Thiago Silva, Andreas Christensen i Antonio Rüdiger. Pomyślałem: „Jeśli jest mi pisane grać dla Chelsea, to tak się stanie”.

Czy to właśnie kwestia twojej wiary?

— Wiara przez całe moje życie była dla mnie najważniejsza. Bez niej nie byłbym dziś w tym miejscu. Dała mi odporność psychiczną. Jest moją kotwicą.

Wspomniałeś o Declanie Rice’ie i Masonie Mouncie. Czy nadal utrzymujecie kontakt?

— Tak, oczywiście. Wszyscy jesteśmy w kontakcie. Gram też z Decem w reprezentacji Anglii.

A teraz zmierzysz się z Manchesterem United Masona Mounta w Lidze Mistrzów, grając w barwach Como…

— Rozmawiałem z nim o tym meczu. Grałem już przeciwko niemu w Premier League, ale miło będzie znów go zobaczyć. To dla nas bardzo ważne spotkanie. Manchester United to wielki klub. Nasz stadion jest niewielki, ale panuje na nim świetna atmosfera. Znajduje się tuż nad jeziorem, w pięknej okolicy.

Jak doszło do transferu do Como?

— Trener skontaktował się ze mną latem i wyjaśnił mi, jaki ma plan na drużynę oraz jak widzi moją rolę. Czytałem o rozwoju Como i o tym, jak ekscytujący jest to projekt. Bardzo chciał mnie sprowadzić i zależało mu na moim doświadczeniu. To było miłe uczucie, a ja uznałem, że nadszedł czas na zmianę. Piłkarz powinien poznawać różne rzeczy i doświadczać nowych wyzwań, dlatego decyzja o kolejnym wyjeździe za granicę była łatwa. Lubię też Włochy. Często spędzam tam wakacje.

Jak ci się podoba w Como?

— Jest niesamowicie. Sztab, zawodnicy, kibice, samo miasto — wszystko odpowiada mi pod względem jakości życia, stylu życia i jedzenia. Bardzo interesuję się jedzeniem. Tutaj produkty są po prostu świeże.

— Futbol również jest wspaniały. Mamy świetnego trenera.

Uczysz się włoskiego?

— Po tym spotkaniu mam lekcję. Daję sobie sześć miesięcy na naukę.

Czy trudno było odejść z Chelsea?

— Zdecydowanie. W poprzednim sezonie drużyna nie osiągnęła tego, co chcieliśmy osiągnąć, ale uważam, że indywidualnie rozegrałem jeden z najlepszych sezonów. Wystąpiłem w największej liczbie spotkań i zdobyłem kilka bramek.

— Byłem w Chelsea od ósmego roku życia i chciałem zostać tam legendą. Czasami jednak nasze plany nie układają się tak, jak sobie wyobrażamy. Jako piłkarze zawsze musimy być gotowi na zmiany. Jednego dnia jesteś w jednym miejscu, a następnego możesz znaleźć się zupełnie gdzie indziej. Uznałem jednak, że to najlepsze rozwiązanie. Chelsea znaczy dla mnie wszystko. Nadal oglądam mecze i utrzymuję kontakt z zawodnikami oraz członkami sztabu.

Czym Serie A różni się od Premier League i Ligue 1?

— Gra jest znacznie bardziej taktyczna. Dużo uwagi poświęca się szczegółom, planowi na mecz i przełamywaniu nisko ustawionej obrony przeciwnika. Jesteśmy zespołem, który lubi utrzymywać się przy piłce i mieć ją przez dużą część spotkania. Często mierzymy się z drużynami, które cofają się głęboko. Trzeba być sprytnym taktycznie i wyprzedzać rywali o krok. Kibice cieszą się, że gramy w Lidze Mistrzów.

A gra w reprezentacji Anglii?

— To kolejny cel, który mogłem odhaczyć na swojej tablicy marzeń. Gra w Chelsea była jednym z nich, podobnie jak powołanie do reprezentacji Anglii i występ na mistrzostwach świata. Dziękuję Thomasowi Tuchelowi za umożliwienie mi debiutu zarówno w Chelsea, jak i w reprezentacji.

Masz fizyczną tablicę marzeń?

— Tak, mam ją od lat. Podróżuje ze mną. Chciałbym ją pokazać, ale zrobię to dopiero wtedy, gdy osiągnę wszystko, co sobie zaplanowałem.

 
Hubson

Hubert Anuszkiewicz

Redaktor naczelny, a w samym Chelsea Poland od 2024 roku. Niebieskim kibicuję od 2012 roku, głównie przez występy na Euro Fernando Torresa. Na krajowym podwórku wspieram Zagłębie Lubin.

Poza piłką uwielbiam historię, głównie byłej Jugosławii. KTBFFH


Źródło: The Athletic

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close