Fot. Chelsea FC

Konferencja prasowa Liama Roseniora przed meczem z Charlton Athletic

Autor: Hubert Anuszkiewicz Dodano: 09.01.2026 17:42 / Ostatnia aktualizacja: 09.01.2026 17:42

Nowy trener Chelsea, Liam Rosenior spotkał się z mediami po raz pierwszy przed meczem z Charlton Athletic, w ramach w rozgrywek FA Cup.

41-latek jako, że jest nową, ale i dla wielu anonimową twarzą na Stamford Bridge został wypytany o wszelkie kwestie od góry do dołu. Niżej przeczytacie pełen transkrypt z rozmowy Anglika z dziennikarzami na konferencji prasowej:

Co w Twojej opinii będzie największym wyzwaniem w następnych tygodniach?

— Myślę, że w każdym klubie, zespole najważniejsze jest wytworzenie odpowiedniej kultury, odpowiedniego nastawienia i nauczenia właściwych wartości. Prawda jest taka, że standardy są tutaj na światowym poziomie. Mam przyjemność pracować z naprawdę utalentowanymi graczami i jestem z tego powodu bardzo podekscytowany.

— Zespoły, które wygrywają zawsze posiadają odpowiednią mentalność, potrafią zachować dobrą energię, gdyż potrafią walczyć o siebie nawzajem i zakładają koszulki klubu z dumą. Na tym teraz według mnie będzie polegała moja praca. Poprzedni trener, Enzo [Maresca] zrobił świetną robotę pod aspektem taktyczny. Już teraz są na świetnym poziomie. Teraz w mojej gestii jest wyniesienie tego na wyższy poziom. Wraz z moim sztabem dołożymy wszelkich sił, aby to osiągnąć.

Praca w takim klubie jak ten wymaga dużo większego zaangażowania niż w innych. Jak ważne jest dla Ciebie zrozumienie tych standardów, wyznaczenie granic, zrozumienie poniekąd kiedy możesz na nich nacisnąć, a kiedy musisz odpuścić?

— Moim zdaniem każdy klub jest unikalny, jeśli chodzi o to jak pracuje. W Strasburgu przeżyłem moje najlepsze 18 miesięcy jako trener, wiele się tam nauczyłem i poznałem wielu wartościowych ludzi. Wszyscy, którzy ze mną współpracowali otoczyli mnie ogromnym wsparciem. Dzięki temu byłem pewny siebie, przez co nie bałem się popełniać błędów, które wpływały na to że więcej umiem. Zawsze są spekulacje jak dane rzeczy działają. Staram się cieszyć każdą chwilą w mojej karierze i mam nadzieję, że dam radę doprowadzić klub do sukcesów.

Jest to ogromny krok w Twojej karierze trenerskiej. Dostałeś jakieś wskazówki przed pracą?

— Presja jest odczuwalna tutaj od pierwszego dnia i jestem tego świadomy. Jest to jednak normalne, że im większy klub tym więcej presja, ale tym samym jest to też większy przywilej. Sam po prostu skupiam się na swojej pracy. Nie mogę się jej doczekać. Odkąd podpisałem umowę chcę rozpocząć pracę z piłkarzami, poznać sztab, dzięki któremu czuję się tutaj jak w domu. Jeśli się boisz to nie możesz być trenerem. Pracowałem całe życie, żeby skorzystać z takiej szansy jak dzisiaj.

— Chcę po prostu się tym cieszyć i przykładać się przez pełne 24 godziny dziennie. Potrafię się zmotywować do ciężkiej pracy, dzięki czemu jestem w stanie osiągać sukcesy.

Czego się nauczyłeś o grze zespołu, oczywiście nie zbaczając na czerwone i żółte kartki?

— Sporo się nauczyłem, a Callum [McFarlane] w mojej opinii zrobił fantastyczną robotę i cieszę się że dołączył do naszego sztabu. Oczywiście nie jest dobrze przegrywać w jakikolwiek meczu. Podobało mi się, że przez 70 minut zespół grający w dziesiątkę miał w sobie tyle energii i kreowali sobie sytuacje. Przez wydawało się jakby grali w komplecie. Nie udało się osiągnąć oczekiwanego rezultatu, ale Callum postawił sporo fundamentów, na których będzie nam łatwiej rozpocząć pracę. Wiem, że piłkarze nie są zadowoleni po odejściu ostatniego trenera, ale każda grupa piłkarzy,tym bardziej tak jakościowa, byłaby w takim momencie zasmucona.

Czy musi pan zająć się problemami z dyscypliną wśród piłkarzy?

— To jedna z tych rzeczy, które – tak, na pewno – musimy poprawić. Wiem, jak to osiągnąć. Rozmawiałem z zawodnikami w nieco inny sposób o radzeniu sobie z niepowodzeniami, bo w życiu zdarzają się niepowodzenia, nie tylko w piłce. To, co mamy, to pasja i emocje – oni je pokazują, a to jest bardzo pozytywne. Chodzi o to, by w kluczowych momentach reagować na trudne sytuacje w pozytywny sposób, zachować spokój. Ale te błędy, jeśli tak je nazwać, wynikają właśnie z pasji. Chłopaki chcą wygrywać. Nie chcę im tego odbierać.
To cienka granica. Żeby wygrywać, nie możesz być miły cały czas. Musisz mieć pazur. I nie chcę tego pazura zabierać zawodnikom.

Na ile jest pan zaskoczony, że ta grupa wygrała tylko jeden mecz ligowy z ostatnich dziewięciu?

— To niesamowita seria – w negatywnym sensie. To trudna liga. I nie jesteśmy jedynym klubem, który przechodzi trudny okres. Każdy klub przez to przechodzi, nawet czołowe drużyny – a my jesteśmy topowym klubem – mają swoje lepsze i gorsze momenty w sezonie. Mam nadzieję wnieść swoje pomysły, swój styl, swój głos. Czasem nowy głos pomaga. Ale zawodnicy nie byli daleko od dobrych wyników. Mecz z Manchesterem City był znakomity. W drugiej połowie mogliśmy go nawet wygrać. Z Fulham graliśmy w dziesiątkę przez 70 minut, a mimo to byliśmy w grze, na bardzo trudnym terenie. Jesteśmy naprawdę blisko – i to bardzo ważne, żeby zawodnicy to wiedzieli.

Czy w takim klubie da się być „sobą”, mając różne wpływy z zewnątrz? Jak trudne jest to balansowanie?

— Nie da się pracować na tym stanowisku i nie być sobą. Ludzie natychmiast to wyczują. To ja będę podejmował decyzje w tym klubie – dlatego mnie tu zatrudniono. Nie jestem kosmitą, wiem, co piszą media. Ale nie da się odnieść sukcesu jako trener, jeśli nie podejmujesz decyzji samodzielnie. Dla mnie ważne jest to, że pracowałem już w podobnej strukturze. W Strasbourgu dostałem ogromne wsparcie i osiągnęliśmy duży sukces, biorąc pod uwagę punkt wyjścia projektu. Zamierzam pracować tutaj dokładnie w ten sam sposób.

Jakie są cele i ambicje na ten sezon? Co będzie sukcesem?

— Powiedziałem zawodnikom: skupmy się na wygraniu następnego meczu. Potem kolejnego. I jeszcze kolejnego. Tak buduje się serię.
— Mamy duże talenty, ale nie tylko to – mamy tutaj też wysoki poziom profesjonalizmu. Intensywność treningów w ostatnich dwóch dniach, zaangażowanie w coś nowego – to bardzo pozytywne sygnały. I nigdy nie ograniczam ambicji mojej drużyny.

— Grają tu piłkarzy światowej klasy. Zawodników, którzy wygrywali mistrzostwa świata. Kilka miesięcy temu wygrali Klubowe Mistrzostwa Świata – oglądałem ten mecz i byli znakomici przeciwko PSG. Potencjał tego klubu i tej grupy jest nieograniczony. I nie zamierzam ograniczać tego, co nieograniczone. Jestem ambitny i chcę odnosić sukcesy, ale trzeba też zrozumieć, że droga z miejsca, w którym jesteśmy, do miejsca, w którym chcemy być, wymaga czasu. Nie mówię o bardzo długim czasie, ale proces musi mieć kierunek.

Czy dwa lata temu, będąc w Derby czy Hull, wyobrażał pan sobie, że będzie trenerem Chelsea?

— Nie ograniczam swoich ambicji. Nie jestem arogancki, ale wiem, że jestem dobry w tym, co robię. W każdej roli – jako tymczasowy trener, asystent, szkoleniowiec czy menedżer – byłem skuteczny w relacji do grupy, z którą pracowałem. Zawsze chciałem trafić do klubu tej wielkości. Ale nie chodzi tylko o bycie tutaj – chodzi o sukces. To dla mnie początek. Dam z siebie wszystko. Nikt nie może zagwarantować zwycięstw ani trofeów, ale pracowałem bardzo ciężko przez wiele lat, żeby postawić się w pozycji, w której mogę odnieść sukces.

Keith Andrews udowadnia w Brentford, że krytycy się mylili…

— Keith to świetny facet. Pracowałem z nim w mediach i nie byłem zaskoczony jego sukcesami. To samo dotyczy młodych trenerów i młodych piłkarzy – jeśli nie da się im szansy, jak mają pokazać, na co ich stać? Każdy musi gdzieś zacząć. Jestem dumny, że jako młody angielski trener trafiłem do jednego z największych klubów świata. Ale za tym stoją poświęcenia – godziny spędzone z dala od rodziny, 18 miesięcy rozłąki, wyrzeczenia w edukacji trenerskiej i karierze.Chcę dawać szanse młodym zawodnikom, bo potencjał jest niesamowity, gdy zostaje zrealizowany. I mam nadzieję zrealizować także swój własny potencjał.

Poza językiem – jaka jest różnica między trenowaniem w Anglii i we Francji?

— Szczerze? Niewielka. Ludzie są ludźmi. Francja to piękny kraj, świetna liga, niedoceniana taktycznie i pod względem jakości piłkarzy. PSG wygrało Ligę Mistrzów w zeszłym sezonie. Najważniejsza lekcja? Gdy nawiążesz relację z ludźmi, ich potrzeby są takie same – niezależnie od pochodzenia. Każdy chce czuć, że jest częścią czegoś. I to chcę stworzyć tutaj.

Premier League kojarzy się raczej z presją niż z przyjemnością…

— Presja to przywilej. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę pracować z tak utalentowanymi zawodnikami, że mam tę pracę. Będą trudne momenty, nie wszystko będzie idealne, ale jeśli nie czerpiesz radości z tego, co robisz, nie robisz tego najlepiej. Chcę, żeby kibice cieszyli się grą drużyny, a piłkarze – grą w piłkę.

Co znaczy dla pana bycie trenerem Chelsea?

— Jestem dumny, że tu siedzę. Pracowałem na to bardzo długo. Jestem osobą o mieszanym pochodzeniu – moja mama jest biała, ojciec czarnoskóry, podchodzi z Afryki Zachodniej. Dla mnie ważne jest to, by ludzie byli oceniani za to, co wnoszą. Jeśli odniosę sukces, może to coś zmieni. Ale teraz skupiam się wyłącznie na pracy, która mnie czeka.

Jaka jest najlepsza szansa Chelsea na trofeum w tym sezonie?

— Wygrać każdy kolejny mecz. Jeśli zaczynasz wybierać, które rozgrywki są ważniejsze, to błąd. Musisz rywalizować każdego dnia – na treningu i w meczu. Skupiamy się na „tu i teraz”.

Czy widzi pan jakąś wyraźną słabość w tym zespole?

— Nie mówię o negatywach. Największym wyzwaniem jest wykorzystanie ogromnego potencjału, który mamy. Nie chcemy być drużyną „z potencjałem światowej klasy”. Musimy być drużyną światowej klasy. Do takiego miejsca chcę doprowadzić ten klub.

Jaka jest najlepsza szansa Chelsea na zdobycie trofeum w tym sezonie?

— Próbować wygrać każdy mecz, który się gra. Taka jest rzeczywistość. Jeśli zaczynasz wskazywać, że jedne rozgrywki są ważniejsze od innych, to jest to szaleństwo. Musisz rywalizować każdego dnia na treningu. Musisz próbować wygrywać każdy trening. Musisz próbować wygrywać każdy mecz. A gdy zaczynasz myśleć zbyt daleko do przodu, wtedy się potykasz. Dlatego dla mnie teraz liczy się Charlton i próba zbudowania serii wyników, która postawi nas w bardzo dobrym miejscu. Nie wybiegam w przyszłość – skupiamy się na tym, co tu i teraz.

Wielu trenerów mówi, że mocno opiera się na analizie, ogląda po 50 meczów rywali i innych menedżerów. Czy pan też tak pracuje?

— Dużo współpracuję ze swoim sztabem, jestem otwarty na różne pomysły. Sam mam tylko jedną parę oczu, ale staram się nimi oglądać jak najwięcej. Analizuję mnóstwo meczów i bardzo dużo pracuję też nad naszą własną grą. Tak będzie również tutaj. Chcę, żebyśmy byli dominujący. Chcę, żebyśmy mieli wyraźną tożsamość i żeby ludzie lubili oglądać naszą grę. Jednocześnie trzeba być elastycznym taktycznie. Pracuję z bardzo dobrym sztabem. Mamy też jasno określone procesy dotyczące tego, jak przekazujemy informacje zawodnikom — dziś już się z tym zapoznali. To wymaga czasu i dużej dbałości o detale. Każdy trener jest inny. Ja chcę opierać się na mocnych stronach mojego zespołu, ale jednocześnie neutralizować atuty rywali — i w ten sposób będziemy dalej pracować.

W Strasbourgu pańscy bramkarze często grali bardzo wysoko. Czy zamierza pan wprowadzić to również w Chelsea?

— Każdy zespół jest inny. Pracuje się pod możliwości i atuty zawodników. Mam to szczęście, że zarówno Jorgensen, jak i Sanchez są bramkarzami światowej klasy jeśli chodzi o grę nogami, co bardzo pasuje do mojego stylu. Ale nie przyjdę pierwszego dnia i nie powiem Robowi czy Filipe, żeby grali od linii środkowej. To wymaga czasu, to proces. Jestem pewien, że potrafię wydobyć z tej grupy to, co najlepsze, w różnych aspektach gry. Jednym zespołem grasz w jeden sposób, innym — w inny. Potrafię się dostosować. Najważniejsi są piłkarze i ich mocne strony.

Atmosfera wśród kibiców wyjazdowych na Fulham była dość toksyczna i może się to powtórzyć. Jaka jest pana wiadomość do kibiców?

— W klubie tej wielkości kibice chcą sukcesów — i mają do tego pełne prawo. Chelsea ma historię wygrywania trofeów, szczególnie w ostatnich latach: mistrzostwa, Liga Mistrzów. Kibice mają prawo stawiać wysokie wymagania. Moim zadaniem, by ich do siebie przekonać, jest wygrywanie meczów. Ale też pokazanie drużyny, która ich reprezentuje. Znam to miejsce, urodziłem się niedaleko stąd. Chodzi o ciężką pracę.

— O determinację, ducha walki. Pamiętam grę na Stamford Bridge przeciwko Chelsea Mourinho — to było fizycznie piekielnie trudne. Terry, Carvalho, Ferreira, Essien, Makelele, Drogba, Joe Cole… Ta drużyna miała fizyczność i mentalność zwycięzców — tego oczekują kibice. My budujemy coś w inny sposób, ale jestem bardzo pewny, że z czasem ludzie zrozumieją, dlaczego obraliśmy tę drogę. Moim celem jest doprowadzić klub do momentu, w którym rywale naprawdę boją się przyjazdu na Stamford Bridge, a kibice z niecierpliwością czekają na każdy mecz.

Doświadczył pan podobnej sytuacji w Strasbourgu. Czy to pomaga?

— Szczerze? Tak. Kiedy przyszedłem do Strasbourga, media robiły ze mnie żart. Mówiono, że spadniemy, że to niemożliwy projekt, że zawodnicy są za młodzi i niedoświadczeni, a ja jestem nikim z Anglii. Skończyliśmy sezon trzy punkty od Ligi Mistrzów. Szum z zewnątrz to tylko szum. Jeśli skupisz się na pracy, na zawodnikach, sztabie i procesie, możesz osiągnąć niesamowite rzeczy. Nic nie obiecuję — pracuję na to — ale bardzo mocno wierzę, że możemy odnieść tutaj sukces.

Czy praca z młodymi zawodnikami w Strasbourgu pomoże panu w Chelsea?

— Poza Benem Chilwellem, który w wieku 28 lat był znakomity, w Strasbourgu pracowałem praktycznie wyłącznie z młodymi piłkarzami — i była to ogromna przyjemność. Pracowałem też z doświadczonymi zawodnikami: Phil Jagielka miał 41 lat w Derby, Curtis Davies 38. Wiek to jedno. Ważniejsze jest to, czy ktoś chce się uczyć i angażować. Nie będę mówił o swoich mocnych stronach jako trenera. Moim zadaniem jest pokazać je na boisku, w dniu meczu i na treningach, dostarczając najwyższej jakości jednostki i spotkania. Inni mogą mnie oceniać — nie ja sam.

Jakie podobieństwa widzi pan między projektem w Strasbourgu a tym w Chelsea?

— Wybitnie utalentowani zawodnicy z ogromnym potencjałem. Moim zadaniem jest zamienić ten potencjał w realną jakość. W obu projektach widać podobną filozofię budowy zespołu i stylu gry, w który się wpisuję. Jestem bardzo podekscytowany pracą z tą grupą. Zostałem znakomicie przyjęty, czuję się tu jak w domu. Zawodnicy byli wobec mnie fantastyczni. Teraz chcę już wyjść z nimi na boisko.

Czy grupa liderów pozostanie taka sama? I czy Reece James to pomocnik czy obrońca?

— To bardzo, bardzo dobry piłkarz. A dobrzy piłkarze mogą grać na wielu pozycjach. Analizowałem wcześniejsze mecze i widzę, że Reece rośnie każdego dnia — zarówno pod względem wpływu na zespół, jak i gry na boisku. Praca z nim na tym etapie kariery to coś ekscytującego, bo on ma jeszcze wyższy poziom do osiągnięcia.

— Myślę, że dotyczy to wielu zawodników. Gdy trener odchodzi — a Enzo odniósł tu sukces, zdobywając dwa trofea — drużyna powinna być rozczarowana. Jeśli tak nie jest, to jest problem. To, co widzę od dwóch dni, to grupa, która chce sukcesu, jest szczera i ciężko pracuje. Nie mogę się doczekać, by lepiej ich poznać i pomóc im rozwijać przywództwo na długie lata.

Czy widzi pan jakąś wyraźną wadę w tym zespole?

— Mówisz o negatywach? Oczywiście — jesteś dziennikarzem [śmiech]. Ja nie mówię o negatywach. Największym wyzwaniem jest uświadomienie sobie i zrealizowanie ogromnego potencjału, który mamy. Jedno to mieć potencjał. Ja mogę być potencjalnie bardzo dobrym trenerem. Część moich zawodników już jest światowej klasy. My nie możemy być „potencjalnie światowej klasy zespołem”. Musimy być zespołem światowej klasy. I tam właśnie chcę doprowadzić ten klub.

Hubson

Hubert Anuszkiewicz

Niebieskim kibicuję od 2012 roku, głównie przez występy na Euro Fernando Torresa. Na krajowym podwórku wspieram Zagłębie Lubin.

Poza piłką uwielbiam historię, głównie byłej Jugosławii. KTBFFH


Źródło: football.london

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close