Fot. Chelsea FC

Moja droga do Chelsea: Dário Essugo

Autor: Hubert Anuszkiewicz Dodano: 15.04.2026 07:23 / Ostatnia aktualizacja: 15.04.2026 07:23

Dário Essugo jest kolejnym bohaterem naszej serii, w której zawodnicy Chelsea opowiadają o swoim dzieciństwie i drodze na Stamford Bridge…

Jeśli wylądujesz na lotnisku w Lizbona i udasz się kilka kilometrów na zachód, dotrzesz do gminy Odivelas. To teren wzgórz i dolin, zamieszkany przez około 150 tysięcy osób z ponad dwóch milionów mieszkańców aglomeracji Lizbony.

Rodzina Essugo jest jedną z nich. Nasz pomocnik urodził się w 2005 roku w rodzinie angolskich rodziców, którzy przeprowadzili się do Portugalii w poszukiwaniu lepszego życia. Dário był ich drugim synem; jego starszy brat Danilo Luis, starszy o trzy lata, również jest piłkarzem i gra obecnie w Alverca B.

To właśnie w Odivelas Essugo uczył się życia – zarówno na boisku, jak i poza nim. Te lata ukształtowały go jako człowieka i zawodnika.

— Lizbona była bardzo fajnym miejscem do dorastania, ale dla mnie najważniejsi są ludzie wokół ciebie i to, jak sprawiają, że się czujesz — mówi Dário.

— Moi rodzice bardzo mi pomogli, bo są silni psychicznie. Widziałem, że kiedyś mieli ciężko, a teraz żyje im się trochę lepiej. Pokazali mi jednak, że życie nie jest łatwe. A jak wszyscy z Angoli – są bardzo radośni, ciągle się uśmiechają i tańczą!

— Mój brat był moją inspiracją. Czasem niewiele rozmawialiśmy, ale mogłem na niego patrzeć – jak ciężko pracuje, jak jest zawsze pozytywny – i brać to dla siebie. Nadal jesteśmy bardzo blisko i rozmawiamy codziennie.

— Kiedy byliśmy młodsi, pamiętam jak graliśmy razem w domu, na ulicy i z kolegami. Graliśmy dużo po szkole, także latem. To piękne wspomnienia. I to właśnie w szkole poczułem, że jestem dobry w piłkę.

Dário chodził do lokalnych szkół i już jako dziewięciolatek wygrał nagrodę dla najlepszego zawodnika w prestiżowym turnieju McDonald’s.

W tym czasie grał także w lokalnym klubie UDR Santa Maria, gdzie został zauważony przez największe portugalskie kluby.

— Miałem dziesięć lat, kiedy dołączyłem do Sportingu — wspomina.

— To było coś świetnego, ale nie myślałem o tym za dużo, bo Benfica też mnie chciała. Sporting zaproponował bardzo dobry projekt dla mnie i mojej rodziny, więc ich wybrałem.

— Klub był blisko domu, ale moi rodzice pracowali i ktoś musiał mnie wozić na treningi. Na początku Sporting odbierał mnie ze szkoły, ale później czasem rodzina musiała wychodzić wcześniej z pracy, żeby mnie odebrać.

— Moja rodzina była ogromnym wsparciem. To najważniejsze. Jeśli masz choć jedną osobę, która w ciebie wierzy, to znaczy bardzo dużo. Gdyby moi rodzice nie mogli mnie wozić na treningi, może w ogóle bym nie grał. To dzięki ich wysiłkowi mogłem zostać piłkarzem.

Rozwój Essugo przyspieszył w akademii Sportingu – jednej z najlepszych na świecie, która wychowała takich zawodników jak Cristiano Ronaldo czy Bruno Fernandes.

— Ten tydzień był wyjątkowy — mówi Dário o swoim wejściu do seniorskiej piłki.

— W Portugalii musisz mieć 16 lat, żeby podpisać profesjonalny kontrakt. Przed moimi urodzinami zacząłem trenować z pierwszym zespołem.

— Potem skończyłem 16 lat, dostałem kontrakt i zacząłem karierę zawodową. Pod koniec tygodnia zadebiutowałem. To był niesamowity tydzień, pełen emocji.

— Każdy, kto zaczyna grać w piłkę, marzy, żeby kiedyś tam być – tam, gdzie oglądał piłkarzy w telewizji. Nie da się opisać tego uczucia.

Mając 16 lat i 6 dni, Essugo został najmłodszym zawodnikiem w historii Sportingu i portugalskiej ekstraklasy. Po meczu nie krył łez wzruszenia.

Później został także najmłodszym zawodnikiem klubu w Lidze Mistrzów. Grał również na wypożyczeniach w Chaves i Las Palmas, zanim trafił do Chelsea.

Mimo że kontuzje ograniczały jego grę, jego największe cechy – ciężka praca i siła mentalna – pomogły mu wrócić na końcówkę sezonu.

Na koniec daje radę młodym:

— Słuchaj osób, którym naprawdę na tobie zależy, i bądź sobą.

— Jeśli nie jesteś sobą i próbujesz być kimś innym, nigdzie nie zajdziesz. Słuchaj siebie, swoich uczuć i tego, czego chcesz. Pracuj ciężko i nigdy się nie poddawaj, bo życie zmienia się bardzo szybko. Nigdy nie wiesz, co się wydarzy.

I choć życie chłopaka z Odivelas już nigdy nie będzie takie samo, zmieniło się zdecydowanie na lepsze.

Hubson

Hubert Anuszkiewicz

Niebieskim kibicuję od 2012 roku, głównie przez występy na Euro Fernando Torresa. Na krajowym podwórku wspieram Zagłębie Lubin.

Poza piłką uwielbiam historię, głównie byłej Jugosławii. KTBFFH


Źródło: Chelsea FC

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close