The Blues jedną nogą w półfinale Ligi Mistrzów? FC Porto 0:2 Chelsea [wnioski]

Autor: Maciej Dreśliński Dodano: 08.04.2021 02:49 / Ostatnia aktualizacja: 09.04.2021 18:13

Estadio Ramón Sánchez Pizjuán okazało się szczęśliwsze dla Chelsea. Piłkarze Thomasa Tuchela mierzyli się z FC Porto z pozycji gospodarza i wypracowali sobie świetny wynik przed rewanżem. Mecz nie należał do najłatwiejszych, ale ostatecznie The Blues są w połowie drogi do półfinału. Portugalczycy na pewno nie złożą broni, bo choć nie udało im się zdobyć choćby jednego gola, to absolutnie nie są jeszcze skreśleni w walce o najlepszą czwórkę.

 

Spacerek? Raczej tor przeszkód

Zarówno Thomas Tuchel jak i jego zawodnicy podkreślali, że FC Porto nie jest łatwym rywalem i z dużym szacunkiem wypowiadali się o pogromcach Juventusu. Mateo Kovacić powiedział, że na tym etapie nie ma słabych drużyn i szczęśliwych losowań i wydaje się, że Chorwat wiedział co mówi. Mecz z drużyną Sérgio Conceição mógł zakończyć się zgoła inaczej. Zawodnikom Porto zabrakło chyba przede wszystkim szczęścia. Oczywiście, możemy dodać także coś o zimnej krwi i doświadczeniu, ale patrząc na ofensywne poczynania skrzydłowych Smoków, możemy być szczęśliwi z czystego konta. Pierwsza połowa to zmasowane ataki Portugalczyków. Z początku wydawało się, że w pewnym momencie oddadzą inicjatywę, ale oni nawet przez chwilę o tym nie pomyśleli. Defensywa The Blues była w poważnych tarapatach, a niewiele wskazywało na to, żeby któryś z ofensywnych graczy miał to przełamać. Przez pierwsze 45 minut gospodarze oddali osiem strzałów, choć Mendy interweniował dwa razy. Chelsea przyjęła zasadę: one shot, one kill. Decydujący był obrót z piłką Masona Mounta i precyzyjne wykończenie. To mogło zdołować mistrzów Portugalii, ale konsekwentnie wykonywali oni swoje zadania. Po pierwszej połowie można było powiedzieć, że Chelsea wygrywa dość szczęśliwie. Na pewno nie było przewagi The Blues, a FC Porto kreowało znacznie więcej. Druga część spotkania była już bardziej zacięta, oba zespoły poszły na wymianę ciosów. Znów górą była jednak Chelsea, która wygrała ostatecznie obie połowy. Plan Tuchela był najpewniej taki, by przede wszystkim nie stracić gola, a potem myśleć o strzeleniu bramki. Udało się to osiągnąć, co prawda ze sporą dawką szczęścia, ale plan został zrealizowany. Ja czułem w ciągu pierwszych 45 minut chyba więcej niepokoju niż przez cały dwumecz z Atletico, gdzie wyraźnie kontrolowaliśmy grę. Wynik jest lepszy niż gra, zadecydowały szczegóły i to, że jednym sprzyjało szczęście, a drugim nie. Do półfinału coraz bliżej, ale trzeba pozostać czujnym, bo rywal nie śpi. Juventus też zbyt szybko poczuł się pewnie i Portugalczycy już w pierwszym meczu skarcili Włochów. My jesteśmy bogatsi o doświadczenie i szczęśliwsi dzięki zwycięstwu 2:0 na wyjeździe. Historia pokazuje jednak, że dwie bramki to jeszcze jest nic. Przykładem niech będzie Chelsea w 2012 roku, która też miała pożegnać się z rozgrywkami po pierwszym meczu w Neapolu. Przede wszystkim musimy realizować założenia i zachować zimną krew, a udział w półfinale powinien stać się faktem.

 

Ofensywa wciąż testuje naszą cierpliwość

Nie jest tajemnicą, że nasi niemieccy zawodnicy, którzy mieli odpowiadać za gole, są - delikatnie mówiąc - trochę niemrawi. Dużo mówi się o zmianie ligi, problemach z aklimatyzacją, nowym środowisku, w przypadku Havertza również o Covid-19. Prawda jest jednak taka, że ci zawodnicy mieli stanowić o sile ofensywy Chelsea. Obecnie z każdym meczem pogłębia się ich niemoc, a kiedy przez chwilę pomyślimy, że może być lepiej, reprezentanci Niemiec sprowadzają nas szybko na ziemię. Tak naprawdę do tego grona nieszczęśników można śmiało dorzucić Christiana Pulisica czy Hakima Ziyecha. Obaj nie dostają co prawda zbyt wiele szans na grę w ostatnim czasie, ale wydaje się, że nie jest to bezpodstawne. W skrócie można powiedzieć, że nasza ofensywa ma problemy z ostatnią fazą akcji. Trudno jest nam strzelać gole, a odkąd do klubu przybył Thomas Tuchel, nie potrafimy wypracować przewagi wyższej niż dwubramkowej. Nie mam nic przeciwko zwycięstwom 1:0 czy 2:0, ale biorąc pod uwagę wielki potencjał, jaki drzemie w naszych zawodnikach, wyższe zwycięstwo od czasu do czasu mogłoby mieć miejsce. Nie jest to wniosek do meczu z Porto, choć i tu nie brakowało zmarnowanych szans, co oznacza, że można było strzelić więcej bramek. Ofensywa nie radzi sobie wybitnie, ale dobrze, że udało się strzelić dwa gole. Zadecydował o tym najpierw przebłysk geniuszu Masona Mounta, a potem świetna akcja i pressing Bena Chilwella. Ostatecznie mamy dwubramkową przewagę i należy się cieszyć, ale chyba każdy choć raz głośno krzyknął ze złości, kiedy Timo Werner zmarnował kolejną szansę. To się musi zmienić, bo bez skutecznego napastnika trudno będzie myśleć o wygraniu trofeum.

 

Defensywa podołała

Czy Edouard Mendy był najjaśniejszą postacią w ćwierćfinałowym meczu z FC Porto? Na pewno był jednym z najpewniejszych zawodników, co jednocześnie cieszy i trochę zadziwia. W takim meczu spodziewaliśmy się raczej dominacji i tego, że bramkarz nie wysunie się na pierwszy plan, ale stało się inaczej. Senegalczyk, jak w większości meczów w tym sezonie, stanął na wysokości zadania. To samo można powiedzieć o bloku defensywnym, co od momentu przyjścia Tuchela widać gołym okiem. Wyjątkiem jest oczywiście mecz z WBA, ale to tylko potwierdza regułę. Ofensywne akcenty zaliczył każdy z piątki obrońców, a na listę strzelców wpisał się Ben Chilwell. To chyba obrona właśnie jest naszą najmocniejszą stroną. Dwa gole stracone w całej edycji Ligi Mistrzów i trzy czyste konta w fazie pucharowej robią wrażenie. Należy też podkreślić, że tercet stoperów radzi sobie bardzo dobrze bez Thiago Silvy, co w pewnym momencie wydawało się niemożliwe. Zachowywać czyste konta w każdym meczu aż do finału włącznie? Jestem za, tylko trzeba jeszcze strzelać bramki, a Mason Mount i obrońcy nie będą trafiać w każdym spotkaniu. 

Źródło: własne

Aby móc dodać komentarz musisz się zalogować lub zarejestrować, jeśli wciąż nie posiadasz u nas konta.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.

close